www.Rejtan.EU

Dzień dobry. Ostatnio trochę odpuściłem sobie pisanie na blogu, przekładając swoje myśli na portale typu Facebook lub Twitter. Jednak po ostatnim "prawie" banie na tym pierwszym (link do podejrzanego o sianie nienawiści postu znajdziecie *tutaj*) postanowiłem bardziej kontrowersyjne tematy puszczać na swoim "blogasku", a dopiero tematy w formie linku puszczać w świat. Zwłaszcza, że po Brexicie "odzyskałem" możliwość publikacji w domenie rejtan.eu (a nie mogłem, bo przez przypadek przepisałem adres właściciela domen na brytyjski, a teraz już nie wolno). Tak czy inaczej po krótkim wstępie wracam do kwestii które mnie do napisania tego tekstu skłoniły.

Otóż, pojawiają się ostatnio głosy mówiące o tym, że ludzie którzy są sceptyczni wobec tzw. "szczepionki" byli "dyskryminowani w świetle prawa". I choć ujęte jest to w sposób "humanitarny", czyli w trosce o zdrowie społeczeństwa i inne dyrdymały, to chodzi o to, aby urządzić świat na nowo. Osoby które odmówią przyjęcia nie do końca sprawdzonej (a raczej: wciąż sprawdzanej) szczepionki, mają mieć utrudniony dostęp do zbiorowego transportu, usług czy służby zdrowia. Ba, pojawiają się nawet propozycje, aby Ci, którzy odmówią przyjęcia owych "darów przemysłu farmaceutycznego" płacili 100% stawki za ewentualne leczenie, gdyby przypadkiem złapali celebrytę wśród wirusów.

Przy czym, stanowczo pomija się kwestię leczenia choroby przy pomocy wytworzonych już leków. Dużo słyszeliśmy złych opinii skierowanych w kierunku lekarzy, którzy odważyli się leczyć chorych przy pomocy amantadyny, a jeszcze mieli jakieś pozytywne wyniki swoich terapii i na domiar złego chcieli wyważyć otwarte drzwi mówiąc swoim kolegom po "fachu", że jest w miarę sprawdzony sposób, który nie ma zbytnich skutków ubocznych. Co się stało z tymi lekarzami? Dostali zakaz wypowiadania się w mediach. Wszak cały świat czekał na szczepionkę i nikt nawet nie próbował zająć się sposobem leczenia.

Dalej, gdy jeszcze żadna ze szczepionek nie była dostępna, mówiono nam, że "gdy pojawi się szczepionka, będziemy mogli wrócić do normalnego życia". Po jakimś czasie od momentu podania szczepionki, okazało się, że nie jest ona skuteczną metodą ochrony przed Covidem. Okazało, się, że po przyjęciu pierwszej dawki trzeba kolejną, a później być może trzecią i czwartą, że może trzeba będzie się szprycować co pół roku, że to, że tamto. Po roku dwutygodniowego lockdownu już było nam wszystko jedno.

I powiem jedno. Jako pierwszy "uciekałem" z Wielkiej Brytanii słysząc słowa tamtejszego Premiera, że "nie zamierzają walczyć", że "w naturalny sposób Wielka Brytania musi nabyć stadną odporność", że "jesteśmy gotowi na śmierć wielu naszych obywateli w wyniku samej choroby i powikłań". W marcu 2020 było niewiele informacji, pojawiały się czarne scenariusze i wszyscy żyliśmy ilością zarażonych w naszym powiecie. Na początku czekaliśmy na pierwszego zarażonego w Polsce, później ogłaszano pierwszego chorego w województwie, powiecie, gminie. Ludzie bez objawów trafiali na przymusowe kwarantanny. Szczerze - byłem na takowej trzy razy. Raz w marcu 2020 (dobrowolna, aby żaden z sąsiadów nie zarzucił mi, że ode mnie się zaraził), później dwa razy siedziałem jak wariat przez 20 dni w listopadzie po powrocie ze Świąt Wszystkich Świętych, które chciałem spędzić w Polsce, a następnie w styczniu, po powrocie ze świąt Bożego Narodzenia.

W międzyczasie byłem jednak kilka razy w "oku cyklonu", czyli we Włoszech i widziałem, jak żyją tam ludzie. Nie kleiło mi się to, z obrazami które prezentowały nasze media. Nie twierdzę również, że nie ma "nowego krwiożerczego wirusa", ale sposób w jaki próbujemy z nim walczyć przypomina raczej prowadzenie w nocy ślepego przez osobę głuchoniemą, która przeczytała coś o echolokacji.

W sklepach (a przynajmniej w Biedronce u mnie na osiedlu) zniknęły już plastikowe parawany oddzielające Sprzedawców od Klientów. Czy ktoś zrobił statystyki, ilu Kasjerów z marketu zaraziło się "śmiertelnym wirusem" w pracy? Na kilkanaście tysięcy sklepów liczby powinny przytłaczać. A tymczasem, zamknięcia na dwa tygodnie żadnego marketu nie było z tego powodu. Jeżeli się mylę - a może być tak, bo nie siedzę cały czas w Ojczyźnie - niech mnie ktoś poprawi. Tymczasem nie działają różne inne gałęzie handlu i usług. Bo, czy w dwudziestu salonach fryzjerskich, kosmetycznych czy restauracjach nie pracuje taka sama liczba osób co w hipermarkecie?

Od kwietnia 2020 Premier i Minister Zdrowia otwierają i zamykają różne gałęzie handlu, usług, etc. Na mniej zdecydowanych nasyłane są kontrole Sanepidu i rajdy patroli Policji. Tylko dlatego, że jakaś pizzeria otworzyła się dla Klientów, którzy chcą przyjść i zjeść coś w lokalu. W grudniu 2020 wracając autem z UK do .pl mogłem zjeść jak człowiek obiad na talerzu w restauracji na promie, ale będąc już w Polsce musiałem zjeść schabowego ze styropianowego pudełka. Lecąc w marcu 2020 do Polski musiałem zrobić test na obecność celebryty (tak, jak wszyscy pasażerowie), ale na pokładzie nie było problemem usadzić nas koło siebie nie zachowując żadnego odstępu. Byliśmy bezpieczni, wszyscy byliśmy przecież w maskach. Przebadani na maksimum 48h wcześniej.

I jeszcze jedno, co mnie bardzo zastanawia. Podczas każdego konfliktu zbrojnego, chroni się kobiety i dzieci, wysyłając mężczyzn w każdym wieku na front. Dzieci - jako przyszłość danego społeczeństwa oraz kobiety - jako "reproduktory" (wiem, jak to brzmi, ale taka jest prawda, dziecko bez ogromnego udziału Kobiety ani się nie pocznie, ani nie urodzi, a tak naprawdę dawcą nasienia może być każdy). W przypadku szczepień - rozpoczęto od tych najstarszych, odsuwając roczniki, które pracują na PKB danego kraju na koniec kolejki. Jeżeli komukolwiek zależałoby na zdrowiu Obywateli, w pierwszej kolejności należało zapewnić szczepienie tym, którzy muszą wyjść z domu, aby pracować. Czyli najpierw personel medyczny, później służby mundurowe, w dalszej kolejności nauczyciele, pracownicy handlu i usług w zależności od strategicznej pozycji danej branży, a dopiero na samym końcu - Emeryci.

Po powrocie z UK do PL Znajomy zapytał się: "Co będziesz musiał zrobić, aby wrócić". Gdy opisałem procedurę 10 dni samoizolacji oraz konieczność zrobienia (i zapłaty) za komplet trzech testów stwierdził, że to nie jest do końca logiczne. W odpowiedzi usłyszał: "To UK, nie doszukuj się tu logiki".

Logika i zdrowy rozsądek już dawno zostały pogrzebane. A działania czynione przez Rządzących w różnych krajach wyglądają tak, jakby były wynikiem seansu u Wróżki niż gruntownej analizy badań, raportów. Co zresztą sami Rządzący potwierdzili (że nie bazują na raportach i badaniach).

Także, na sam koniec jedno skromne pytanie: "Quo Vadis, Europo"?