www.Rejtan.EU

Pamiętacie moment z "Antka", w którym to Rozalka została poddana nowatorskiej kuracji na nieznaną chorobę? Gdyby Bolesław Prus żył dziś, być może w taki sposób opisałby dzisiejszy świat. :)

Miał już dziesięć lat, kiedy pewnego razu ośmioletnia wówczas siostra jego, Rozalia, strasznie zaniemogła. Jak się położyła z wieczora, to się jej na drugi dzień dobudzić było trudno. Ciało miała gorące, oczy błędne i gadała od rzeczy. Matka z początku myślała, że dziewczyna przyczaja się, dała jej więc parę szturchańców. Ale gdy to nie pomogło, wytarła ją gorącym octem, a na drugi dzień napoiła wódką z piołunem. Wszystko na nic, a nawet gorzej, bo po wódce wystąpiły na dziewuchę sine plamy. Wtedy wdowa przetrząsnąwszy szmaty, jakie tylko były w skrzyni i w komorze, wybrała sześć groszy i wezwała na ratunek Grzegorzową, wielką znachorkę.

Była końcówka roku 2019, kiedy w dalekich Chinach ktoś z mieście Wuhan zjadł nietoperza i źle się poczuł. Rano wstał z wielkim bólem brzucha, gorączką i brakiem smaku. Medycy popatrzyli się, postukali w klawiaturę, ale w Google nic podobnego znaleźć nie mogli. Nie pomagały leki na biegunkę, czosnek ani nawet wszechmocny paracetamol. Więc ogłosili epidemię i nazwali ją Covid. Pomagało kilka leków na rzadkie choroby, ale gdy zaraza rozprzestrzeniła się po świecie ogłoszono, że kilka firm pracuje już nad szczepionką i to ona nas uratuje.

Mądra baba obejrzała chorą uważnie, opluła koło niej podłogę jak należy, posmarowała ją nawet sadłem, ale — i to nie pomogło

Wtedy rzekła do matki:

— Napalcie, kumo, w piecu do chleba. Trza dziewczynie zadać na dobre poty, to ją odejdzie.

Tak więc pierwsze, testowe partie szczepionek zostały wysłane w świat. Ludzie szczepili się na potęgę, choć śmiertelność na ten nowy szczep wirusa nie była taka wysoka jak zakładano. Nie dorastała nawet pozioem sezonowej grypie, ale cały świat już wpadł w wir wariactwa. Po chwili ogłoszono, że jest już kilku poważnych producentów szczepionki, choć o niektórycch nikt w świecie medycznym nie wiedział wcześniej. W międzyczasie zmieniono definicje pandemii, odporności zbiorowej oraz epidemii.

Wdowa napaliła w piecu jak się patrzy i wygarnęła węgle czekając dalszych rozkazów.

— No, teraz — rzekła znachorka — położyć dziewuchę na sosnowej desce i wsadzić ją w piec na trzy zdrowaśki. Ozdrowieje wnet, jakby kto ręką odjął!

Istotnie, położono Rozalię na sosnowej desce (Antek patrzył na to z rogu izby) i wsadzono ją, nogami naprzód, do pieca

Dziewczyna, gdy ją gorąco owiało, ocknęła się.

— Matulu, co wy ze mną robicie? — zawołała.

— Cicho, głupia, to ci przecie wyjdzie na zdrowie.

Po jakimś czasie zorientowano się, że szczepionka (jedna, dwie czy nawet dwadzieścia dawek) nie daje nam odpowiedniej odporności, więc trzeba było ogłosić trzecią, czwartą i kolejne fale. Pojawiały się lokalne mutacje na które szczepionka w wersji 3.1 nie działała. Potrzeba było opracować wersję 95, później 98, w tym samym czasie rozpoczęto pracę nad wersją Milenium, która sama w sobie okazała się felerna. Dopiero wersja 2000 dawała jakąś radość, ale wtedy pojawił się wariant czeski i trzeba było poszukać wersji Vista, później ogłoszono, że pracują nad 7, później na krótko wypuszczono wersję 8, aby ostatecznie przez 9 przejść do wersji 10.

Już ją wsunęły baby do połowy; dziewczyna poczęła się rzucać jak ryba w sieci. Uderzyła znachorkę, schwyciła matkę obu rękami za szyję i wniebogłosy krzyczała:

— A dyć wy mnie spalicie, matulu!…

Już ją całkiem wsunięto, piec założono deską i baby poczęły odmawiać trzy zdrowaśki…

— Zdrowaś, Panno Mario, łaski pełna…— Matulu! matulu moja!… — jęczała nieszczęśliwa dziewczyna. — O matulu!…

— Pan z tobą, błogosławionaś ty między niewiastami…

Jednak niewdzięczni ludzie doszukiwali się teori spiskowych siejąć złowrogie plotki, że maseczki nic nie dają, dezynfekcja rąk wpływa wyjałowieniu naturalnej ochrony skóry oraz wyniszczeniu mikroflory bakteryjnej, oraz, że jadąc samemu w samochodzie maseczka nie jest do niczego potrzebna. Do pionu przy pomocy Izb Lekarskich i Niezależnych Komitetów uciszano wszystkich tych, którzy wątpili w skuteczność obranego kursu. Wszak były kraje, w których nie było żadnych wariactw i statystyki pokazywały takie same (lub bardzo zbliżone liczby). Jednak przyjęta strategia miała być uniwersalna i nikt nie mógł w nią wątpić.

Teraz Antek podbiegł do pieca i schwycił matkę za spódnicę.

— Matulu! — zawołał z płaczem — a dyć ją tam na śmierć zaboli!…

Ale tyle tylko zyskał, że dostał w łeb, ażeby nie przeszkadzał odmawiać zdrowasiek. Jakoś i chora przestała bić w deskę, rzucać się i krzyczeć. Trzy zdrowaśki odmówiono, deskę odstawiono.

System leczenia przyjęty przez Możnych Tego Świata okazał się skuteczny, ponieważ w statystykach wyglądało to ładnie. 10% zaszczepionych, 80% mniej zakażeń w stosunku do poprzedniego okresu, 40% przyjęło już drugą dawkę. Ale również w mediach mówiono, że trzeba cały czas mieć się na baczności, ponieważ są szpitale, w których 50% respiratorów jest zajętych. Tyle, że w danej placówce mogło być ich aż dwa. :-)

W głębi pieca leżał trup ze skórą czerwoną, gdzieniegdzie oblazłą.

— Jezu! — krzyknęła matka ujrzawszy dziewczynę niepodobną do ludzi.

I taki ogarnął ją żal za dzieckiem, że ledwie pomogła znachorce przenieść zwłoki na tapczan. Potem uklękła na środku izby i, bijąc głową w klepisko, wołała:

— Oj, Grzegorzowa!… A cóż wyście najlepszego zrobili!…

Znachorka była markotna.

No niestety, mieliśmy w wielu wypadkach z nową mutacją choroby, której jeszcze nie znamy. Przecież zrobiliśmy wszystko zgodnie z procedurami, wytycznymi i w zgodzie z najwyższymi normami ISO. Niestety takie rzeczy się zdarzają i nie jest to wina personelu medycznego. Niech ten przykład posłuży nam za przestrogę, że nie możemy jeszcze wrócić do nowej normalności, ponieważ wirus cały czas się zmienia, mutuje i w każdej chwili może nas zaatakować. Nawet będąc na pustej plaży nie możemy sobie pozwolić na to, aby zapomnieć, że gdzieś tam czeka na nas groźny wróg.

— Et!… Cicho byście lepiej byli… Wy może myślicie, że dziewuszysko od gorąca tak sczerwieniało? To tak z niej choroba wylazła, ino że trochę za prędko, więc i umorzyła niebogę. To wszystko przecie z mocy boskiej.

A na koniec nie przeprowadzajmy sekcji zwłok, aby zdobyć szczegółowe dane odnośnie waktycznej przyczyny śmierci, a ponieważ był tam śmiertelny wirus (wszak pacjent został uznany, za chorego), skremujmy ciało aby nikomu więcej nie zagrażało. Jakieś dane co do zniszczenia narządów wewnętrznych nikomu do badań nie są potrzebne, bo wszystko co trzeba robią koncerny farmaceutyczne, a gdyby się okazało się, że można wyleczyć wszystko końską dawką witamin z proszkiem do pieczenia - to na co te wszystkie wysiłki by się zdały? Tylko uważajmy, bo pomimo wysokiej temperatury wirus może zaatakować z hermetycznej urny, więc na pogrzebie nie może być zbyt dużo ludzi. I lepiej nie mówić zbyt dużo, to niedobra jest.